O autorze
Absolwentka Stosunków Międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim, dziennikarka w redakcjach gospodarczych Gazety Wyborczej i Parkietu, teraz kieruje zespołem komunikacji i marketingu w międzynarodowej firmie doradczej. Stara się łączyć wiele perspektyw i ludzi z różnych środowisk – biznesowego, pozarządowego, dziennikarskiego. Takie podejście pozwoliło jej zrealizować wiele projektów, m.in. Polish Economic Forum na London School of Economics and Political Science, która wyrosła na największą konferencję poświęconą polskiej gospodarce odbywającą się poza granicami kraju, a wcześniej kierować zespołem młodych lekarzy, którzy wyjechali na Haiti po trzęsieniu ziemi i pracowali w szpitalu na prowincji.

Studia w Anglii? Wielka inwestycja, wyzwania i tęsknota, a potem drzwi do międzynarodowej kariery

Za kilka tygodni ponad tysiąc młodych Polaków zacznie studia w Wielkiej Brytanii. Początki mogą być trudne – ostrzegają starsi koledzy. I radzą, jak się urządzić, znaleźć pracę i najlepiej wykorzystać możliwości, jakie otwierają brytyjskie uczelnie.

Brytyjskie uczelnie – Oxford, Cambridge, biznesowa London School of Economics czy politechnika Imperial College London – to europejska czołówka. Co roku na Wyspy przyjeżdża na studia ponad tysiąc młodych Polaków.

- Najważniejsze to wejść w rytm uczelni. Po kilku tygodniach wszystko się zaczyna układać – mówi Marta Tondera, studentka University College London i szefowa Federacji Polskich Stowarzyszeń Studenckich (Polish Societies). Marty początki w Londynie były łatwiejsze, ponieważ już wcześniej chodziła do angielskiej szkoły średniej. – Mimo to pierwsze tygodnie były trudne – przyznaje.

Pierwszym wyzwaniem jest znalezienie mieszkania. Wielka Brytania jest drogim krajem, a Londyn to jedno z najdroższych miast świata. Do tego stopnia, że ceny wynajmu mieszkań są podawane nie w wymiarze miesięcznym tygodniowym. Wynajęcie jednopokojowego mieszkania w centrum miasta może kosztować nawet 350-450 funtów tygodniowo. Wszyscy nowo upieczeni studenci mają prawo do pokoju w akademiku i Marta też korzystała z tej możliwości. – Zaletą jest to, że mieszka się z innymi studentami, w jednym miejscu. Z drugiej strony ceny akademików z roku na rok są coraz wyższe – mówi. W tym roku za jednoosobowy pokój z łazienką trzeba zapłacić ok. 200 funtów tygodniowo, czyli 860 funtów miesięcznie. Żeby obniżyć koszty, nawet studenci pierwszego roku zaczynają już szukać mieszkań, które mogliby wynająć do spółki z kolegami.
Tańsze mieszkania można znaleźć w 3, 4 i 5 strefie, ale to oznacza długie dojazdy i dodatkowe koszty biletów. Dość wysokie, bo studenci w Wielkiej Brytanii nie mogą liczyć na tak hojne dopłaty jak ich koledzy w Polsce. W Londynie zniżka studencka na dojazdy to zaledwie 15 proc. w stosunku do normalnej ceny biletu. Marta odkryła, że można dodatkowo oszczędzić podłączając Oyster Card, czyli kartę na komunikację miejską, z kartą zniżkową na kolej. W ten sposób można zaoszczędzić aż 30 proc. biletu.

Student w Polsce, dostając od rodziców 5000 zł miesięcznie, mógłby żyć jak król. W Wielkiej Brytanii z takimi pieniędzmi trudno związać koniec z końcem. Dlatego większość naszych młodych rodaków stara się o kredyty, ubiega się o stypendia i pracuje. Jeśli chodzi o stypendia, Marta poleca, żeby zainteresować się stypendium socjalnym. – Taka pomoc jest przyznawana na podstawie zeznania podatkowego o dochodach rodziców, więc załapać się na nie może zdecydowana większość studentów z Polski. Sprawa jest prosta – wystarczy przetłumaczyć zeznanie podatkowe rodziców na angielski – mówi Marta. Sama dzięki takiemu stypendium może opłacić połowę kosztów mieszkania.

Oprócz stypendium warto też rozglądnąć się za pracą. Brytyjskie uczelnie są zorganizowane jak wielkie firmy i na wielu stanowiskach zatrudniają studentów. Można pracować w bibliotece, w kawiarni, przy organizacji konferencji czy obsłudze sprzętu wideo. Uczelnia jest dobrym pracodawcą – płaci nieźle i rozumie, że priorytetem są jednak studia. Dlatego szefowie elastycznie podchodzą do godzin pracy. Marta sama pracuje w kawiarni i szybko przekonała się, że jeśli ma napięty czas na uczelni i musi poświęcić czas na naukę, nikt nie ma do niej o to pretensji. – W trudniejszych momentach pracuję 10-15 godzin tygodniowo, a kiedy mam więcej wolnego czasu – nawet 30 – mówi.

Jak się poszukuje pracy? Większość uczelni informacje o wakatach umieszcza na stronach internetowych, dostępnych wyłącznie dla studentów. W tym samym miejscu można często znaleźć ogłoszenia o tym, że wykładowcy poszukują chętnych do badań i eksperymentów socjologicznych. Uczestniczący w nich studenci również otrzymują wynagrodzenie.

Marta przekonuje do tego, żeby jak najszybciej włączyć się w życie uczelni. Już w pierwszym tygodniu szkoła organizuje wspólne wyjścia i wycieczki po mieście. Wszystko po to, żeby nowi studenci mogli zapoznać się ze sobą i przede wszystkim poznać miasto.

Na początku pierwszego trymestru odbywają się targi Societies, czyli stowarzyszeń studenckich. Przynależność do stowarzyszeń to najważniejsza sprawa podczas studiów – na tym forum toczy się najbardziej aktywne życie towarzyskie, tu rodzą się wspólne projekty i największe przyjaźnie. – Na uczelni od samego początku słyszymy, że równie ważne jak to, czego się nauczymy, jest to, kogo tutaj poznamy. Bo ludzie, z którymi studiujemy, to przyszli liderzy – mówi Marta.

Ona sama należy do stowarzyszenia muzycznego – gra na wiolonczeli w półamatorskiej orkiestrze symfonicznej. Zgodnie z tradycją zespół co roku wykonuje na uczelni koncert. Marta jest też w stowarzyszeniu jogi oraz stowarzyszeniu polskich studentów. A do tego, wspólnie z grupą przyjaciół założyła własne stowarzyszenie, zajmujące się popularyzacją nauki. – Nie znaleźliśmy stowarzyszenia, które odpowiadałoby naszym zainteresowaniem, więc założyliśmy je. Każdy student może to zrobić

Po kilku tygodniach młodzi studenci są już w 100 procentach zajęci obowiązkami uczelnianymi, działalnością w stowarzyszeniach, nauką i życiem towarzyskim. Tym, z czym poradzić sobie najtrudniej, jest tęsknota. Za domem, rodziną, przyjaciółmi. Studia za granicą to test dla wielu serdecznych znajomości – ludzie zaczynają żyć innymi sprawami, innymi wydarzeniami, funkcjonują w różnych światach. Do tego Facebook czy nawet Skype nie zastąpią prawdziwego kontaktu.

Na studiach najłatwiej zaprzyjaźnić się z innymi zagranicznymi studentami. – Wszyscy jesteśmy zdani na siebie, więc szybko zaczynamy spędzać razem czas – mówi Marta. Jedną z najpopularniejszych rozrywek jest spotykanie się w domu u znajomych, którzy gotują swoje tradycyjne, narodowe dania. Marta radzi, żeby przywieźć z polski sprawdzone, ulubione przepisy – na pewno przydadzą się, kiedy trzeba będzie przygotować pierogi czy schabowego z ziemniakami dla nowych znajomych z Francji, Niemiec, Malezji, Chin i Brazylii. Tradycyjne, polskie napoje na pewno będą również mile widziane.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...